piątek, 29 marca 2013

tylko smutek ...

"Zacze­kam tu na zaw­sze, tyl­ko po to, by zo­baczyć Twój uśmiech.. Oczka..
Zacze­kam, bo to praw­da, że jes­tem niczym bez Ciebie. "



no siemka ; ))

jedna osoba tak strasznie prosiła o wpis.. nie wiem, po co jej to, bo nie ma tu nic ciekawego, tylko moje użalanie się nad sobą, no, ale kochanie chciałeś/aś, to masz, ciesz się :*

nie wiem, co tu napisać, bo to taki trochę wymuszony post ;/

może to, co najbardziej leży mi na sercu ? ;((
 
Steven.
cały czas o Nim myślę, nie wiem dlaczego ? ;((
jestem strasznie naiwna... i głupia.

chciałabym, żeby była jak dawniej...
zrobiłabym wszystko, żeby On teraz ze mną był.
ŻYCIE JEST OKROPNE !
zawsze tracimy tych, na których nam najbardziej zależy..
nw, chyba się już powoli do tego przyzwyczaiłam..

Steven, później Evelin, Nita...
teraz już prawie Rosie, Nadia, Meg i Isa..
a za chwilę kolejną osobą będzie Natt.
tak, to właśnie jest moje 'szczęście' ;c

"Jes­tem dla Ciebie zwykłą ma­rionetką. Za­bawką, którą masz na wy­ciągnięcie ręki i spo­koj­nie możesz ro­bić z nią co chcesz. Jes­tem niczym pa­pieros, które­go wkładasz do ust, a następnie wyrzu­casz i miażdżysz w drob­ny mak. Jes­tem dla Ciebie ni­kim, mi­mo iż Cię kocham.  " 

już brakuje mi słów...
tyle razy mówiłam, pisałam, że kocham Stevena, że to powoli staje się nudne...
wiem to, ale nie zbiorę się na odwagę i nic z tym nie zrobię, CAŁA JA.

Dlacze­go, kiedy za­mykam swo­je oczy, to widzę Twoją twarz? Dlacze­go, tak często prze­konuję samą siebie, że tak bar­dzo chce­my się spot­kać, mi­mo iż ciągle od siebie ucieka­my? Dlacze­go wciąż żyję myl­ny­mi wrażeniami, które opi­sują mi Ciebie ta­kim, ja­kim chciałabym żebyś był?

Je­dyna pew­na rzecz, którą o so­bie wiemy to to, że is­tnieje­my. I choćbym, nie wiem, jak bar­dzo chciała się okłamy­wać, to i tak znikąd nie dos­tanę nig­dy pot­wier­dze­nia, czy tak jest w is­to­cie.
Te­raz już na­wet nie wiem, czy to, że nasze de­cyz­je tak bar­dzo nas od siebie od­da­liły były uza­sad­nione, czy też nie.
Myślałam, że idziemy nap­rzód, przek­raczając po drodze wszys­tkie ba­riery, a tak nap­rawdę postąpi­liśmy nap­rzód za­led­wie dwa duże kro­ki, by po­tem cofnąć się setką małych, niepo­rad­nych, niepew­nych kroczków.
Na­wet obo­je minęliśmy pun­kt wyjścia. Stoimy te­raz da­leko za nim. Jak ma­my znów do niego dojść? Czy w ogóle możemy się ruszyć? Czy też będziemy stać tak, dopóki los nie pośle nas na in­ne dro­gi?
Chciałabym, abyś wie­dział, że bez Ciebie nie postąpię ani jed­ne­go kro­ku. Bez Ciebie ta dro­ga jest dla mnie nie do prze­bycia. Nie ma sen­su, bym kroczyła nią sa­mot­nie, sko­ro ona jest stworzo­na dla nas dwoj­ga.
Wy­bacz, pew­nie na­wet nie mam pra­wa tak o nas pi­sać. I na­wet te­raz nie ma żad­nych "nas". Jes­tem tyl­ko ja, i jes­teś tyl­ko ty.
Praw­do­podob­nie prag­niemy dwóch, skraj­nie różnych rzeczy.
Które z nas jest sil­niej­sze na ty­le, by przecząc swym in­styn­ktom, dop­ro­wadzić to wszys­tko do przej­rzys­te­go końca?
Ty zde­cydo­wałeś się jed­nak cze­goś do­konać. Twój ruch nie był ani pros­ty, ani sen­sowny, a może i na­wet nie był prze­myśla­ny...
Choć, może po pros­tu był tak oczy­wis­ty, iż nie mu­sisz poz­wa­lać so­bie na ro­bienie jeszcze cze­gokol­wiek, i tyl­ko ja jes­tem tak bar­dzo nie ro­zum­na, iż nie pot­ra­fię te­go od­czy­tać?
Chciałabym wie­dzieć, czy Twoim po­sunięciem było zejście z naszej dro­gi? Może już na­wet nie mam o co wal­czyć, bo na­wet nie zauważyłam, że nie ma Cię nig­dzie w pob­liżu?
Zaśle­piona mar­ny­mi syg­nałami, przeo­czyłam fakt na­jis­totniej­szy - że nikt ich już nie wy­syła.

Jak mogłam kiedyś sądzić, iż się ro­zumiemy? Te­raz zaczy­nam myśleć, że żad­ne z nas nie miało na­wet naj­mniej­sze­go pojęcia, co kry­je się w umyśle dru­giego.
Two­je nieus­tanne zmiany, zmieniały coś we mnie sa­mej.
Wiesz, że na­wet pot­ra­filiśmy się do siebie tak dos­ko­nale do­paso­wać? Dos­ko­nale dla mnie. Ale cóż ja mogę wie­dzieć o dos­ko­nałości, nie mając przy so­bie Ciebie?
By­wały dni, kiedy z ra­dością od­liczałam każdą se­kundę do nasze­go ko­lej­ne­go spot­ka­nia. Zdarzało się również, iż ogar­niała mnie pa­nika na samą myśl, że mógłbyś mnie zo­baczyć. W ta­kich chwi­lach bałam się Ciebie tak bar­dzo, iż niemal strach ten obezwład­niał mnie, niczym du­siciel - od­bierając mi każdy haust po­wiet­rza.
Ty wca­le mi nie po­magałeś, a ja uważałam się za taką od­ważną - kiedy sta­wałam ze wzro­kiem wbi­tym w swo­je śmier­telne zag­rożenie - Ciebie.
Był na­wet ta­ki dzień, kiedy byłam na Ciebie po pros­tu wściekła, grałeś mi na ner­wach tak jak chciałeś, wiedząc, co dokład­nie zro­bić.
Pragnęłam spra­wić, abyś poczuł się po­dob­nie, chciałam być wred­na. Chcę być wred­na, ale na­wet nie wiem, czy uda mi się omi­jać Cię naj­większym łukiem, ja­kim się da. A gdy już przes­tanę Cię spo­tykać, czy będę miała ty­le od­wa­gi, by znów wpa­sować się w swoją rzeczy­wis­tość bez Two­jej oso­by?
W rzeczy­wis­tość, w której będziesz, ta­ki ja­ki być po­winieneś - niedostępny, zim­ny, obojętny i nie dla mnie.

Jeśli właśnie te­go so­bie życzysz - zniknę z Two­jego życia, dokład­nie tak gwałtow­nie, jak się w nim po­jawiłam. Zwrócę Ci Two­je miej­sce - bo ono jest Two­je, byłeś w nim pier­wszy już wte­dy, kiedy nie sądziłam, że is­tniejesz.
Nie zważając na swo­je wewnętrzne pro­tes­ty, po pros­tu spalę za sobą wszys­tkie mos­ty i zbu­duję na no­wo wszys­tkie ta­my, które, jak mi się wy­dawało, wspólnie oba­liliśmy.
Spróbuję za­pom­nieć i nie próbo­wać nicze­go wy­jaśniać, jeśli nie chcesz, bym się do­wie­działa.
Po­myślisz pew­nie "Jak mógłbym jej zaufać? Dlacze­go właśnie jej? Dlacze­go czu­je się god­na uzys­ka­nia od­po­wie­dzi na ta­kie py­tania?"
I będziesz miał słuszność. Dlacze­go czuję się te­go god­na? Dlacze­go myślę, że jes­tem Ciebie war­ta?
Ko­goś ta­kiego jak Ty?
A kim Ty właści­wie jes­teś?  




Viera ;c 







 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz